velostrefa

„Trzeba robić swoje”. Rozmowa z Velostrefą o Gravelowych Bezdrożach, Baltic Bike Challenge i Kontrze Bolimowskiej.
Velostrefa to projekt, który niedawno ogłosił nową imprezę - Gravelowe Bezdroża. Impreza ma odbyć się 12 września. Ogłoszenie tego wydarzenia dało mi pretekst do umówienia się na rozmowę.

Piotr Wrotek - MI_WOLNO

Przed startem Baltic Bike Challenge spotkaliśmy się w studiu Zwyczajna TV (https://www.instagram.com/zwyczajnatv/) . Pogadaliśmy o gravelach, ultra, organizacji imprez rowerowych i o tym, dlaczego czasem najlepszy nocleg na trasie to przystanek zabudowany z trzech stron.
Gośćmi rozmowy byli Marcin, Rafał i Artur - osoby związane z projektem Velostrefa, współorganizacją Baltic Bike Challenge, Kontry Bolimowskiej oraz nowej imprezy w kalendarzu: Gravelowe Bezdroża.

Velostrefa, czyli coś więcej niż wyścigi

Piotr Wrotek: Zacznijmy od podstaw. Przedstawiłem Velostrefę jako projekt, ale jak wy sami byście o sobie powiedzieli? Czym dla was jest Velostrefa?

Marcin: Velostrefa to projekt, który powstał trochę po to, żeby motywować ludzi do jazdy na rowerze. Szczególnie tych, którzy boją się dłuższych dystansów albo chcieliby spróbować, ale jeszcze się wahają. Chcemy ich zachęcić, żeby się przełamali.
Ale to nie są tylko długie dystanse i rajdy, wyścigi. Organizujemy też ustawki w Warszawie, planujemy dłuższe wycieczki - na przykład na Mazury albo z Lublina do Warszawy. Chodzi o jazdę, przygodę i wspólne kręcenie, nie tylko o ściganie.

Rafał: Czyli nie tylko na czas.

Marcin: Dokładnie. Nie tylko na czas.

 

Sześć lat Baltic Bike Challenge

Piotr: Velostrefa niedawno uruchomiła nową strone www. Mówię trochę o Velostrefie jak o czymś nowym, bo jest nowa strona internetowa i nowy event, ale przecież nie wzięliście się
znikąd. Byłem ostatnio na Kontrze Bolimowskiej i widziałem wasze banery. Jesteście już trochę obecni w tym gravelowo-rowerowym świecie.

Marcin: Jesteśmy już ponad sześć lat. Od sześciu lat współorganizujemy Baltic Bike Challenge (BBC). Od dwóch lat razem z UltraVelo organizujemy też Kontrę Bolimowską. Trochę już w tym świecie rowerowym, gravelowym i wyścigowym jesteśmy.

Piotr: BBC … ile to już lat?

Marcin: Tak. W tym roku będzie szósta edycja.

Piotr: A Kontra Bolimowska drugi rok?

Marcin: Drugi rok.

 

Kto za co odpowiada?

Piotr: Jest was tutaj trzech: Marcin, Rafał i Artur. Nie ma z nami Michała, którego oczywiście serdecznie pozdrawiamy. Macie już między sobą konkretny podział ról?

Marcin: Velostrefa jako projekt jest jeszcze świeża, więc na razie się docieramy. Podział ról nie jest jeszcze sztywno określony. Myślę, że im bliżej konkretnych projektów - Gravelowych Bezdroży, wyjazdów na Mazury czy innych dłuższych tras - tym bardziej te role będą się klarować.

Rafał: Na razie wychodzi w praktyce, kto w czym jest dobry.

 

BBC czy Kontra Bolimowska - które dziecko bardziej kochane?

Piotr: Jeżeli chodzi o BBC i Kontrę Bolimowską - które z tych dzieci jest bardziej kochane? Można tak w ogóle powiedzieć?

Marcin: Kontra jest kochana tak samo jak BBC. Każda impreza ma swój klimat. 

BBC ma dla nas ogromny sentyment, bo to już szósty rok. Zaczynaliśmy od trasy 700 kilometrów wzdłuż całego wybrzeża. Od dwóch lat działamy w okolicach Krynicy Morskiej i Mikoszewa, w formule pętli. W tym roku będą trzy dystanse: 150, 300 i 500 kilometrów.

BBC wymaga od nas więcej pracy niż Kontra, bo Kontra to jednodniówka i do tego bliżej domu. Ale obie imprezy sprawiają nam dużą radość organizacyjną. Nie ma lepszej i gorszej.

Rafał: Dawny Bałtyk był też ciekawym i trochę męczącym wyzwaniem logistycznym. Jechało się do Świnoujścia, startowało zawodników, a potem trzeba było szybko dostać się do Krynicy, żeby rozstawić metę.

Marcin: Bywało tak, że w czwartek jechaliśmy 700 kilometrów samochodem, żeby w sobotę zawodnicy ruszyli, a my musieliśmy potem znowu przejechać kolejne setki kilometrów, żeby wszystko przygotować na mecie. Ale dzięki BBC mieliśmy też okazję spać na latarni w Świnoujściu, jeszcze wtedy, kiedy była dostępna.

 

„690 kilometrów też dało w kości”

Piotr: Artur, ty jechałeś BBC jako zawodnik, prawda?

Artur: Tak, jechałem dwie edycje. Nie jechałem tej najdłuższej wersji 700 kilometrów. W 2024 roku trasa była skrócona, bo były zamknięte lasy, więc wyszło 690 kilometrów. Ale 690 też dało w kości.
Na końcu byłem już w stanie agonalnym, więc nie dokręcałem brakujących dziesięciu kilometrów. Była też taka sytuacja, że przestał mi działać tracker. Moja żona martwiła się, czy nie zostałem gdzieś na plaży. Ostatecznie na ostatnich oparach dojechałem, ale łatwo nie było.
Czy chciałbym to powtórzyć? Pewnie tak. Zresztą powtórzyłem.

Marcin: A czy to było za pierwszym razem w nocy kiedy jechaliście całą ekipą?

Artur: Nie, wcześniej już jeździłem nocami, ale na BBC były dwie noce pod rząd. Jedna noc to jeszcze spokojnie, ale dwie robią różnicę. A nie … To na Diabelskim jechałem dwie nocki - jechałem wtedy kompletnie sam i to była prawdziwa masakra.

Piotr: Zanim ta rozmowa zamieni się w spotkanie starych kumpli z wojska i zaczniemy wspominać wszystkie noce na ultra…

Artur: Na to już chyba trochę za późno.

 

Kontra Bolimowska - sukces mierzony uśmiechem zawodników

Piotr: Tegoroczną Kontrę Bolimowską jechałem i z mojej perspektywy trasa była petarda. A jak to wyglądało z waszej strony jako organizatorów? Udało się?

Marcin: Udało się. Oczywiście, że sukces. Tylko każdy inaczej patrzy na sukces. Dla niektórych sukcesem jest to, że przyjedzie 500 czy 600 osób. My patrzymy na to trochę inaczej.
Jeżeli zawodnicy przyjeżdżają na metę i mówią, że trasa była petarda, że wszystko im się podobało i że trasa była dopracowana, to dla nas jest sukces. Pod tym względem Kontra Bolimowska zdecydowanie się udała.

 

Baltic Bike Challenge tuż przed startem

Piotr: Rozmawiamy chwilę przed majówką i przed Baltic Bike Challenge. Pogoda zamówiona? Organizacyjnie jesteście gotowi?

Marcin: Organizacyjnie jesteśmy gotowi. Pogoda będzie taka jak zawsze. Na BBC może być zimno, szczególnie w nocy. Zwykle przychodzi jakiś przymrozek.

Rafał: Nigdy nie było ciepło.

Marcin: Rzepak już kwitnie, więc klimat będzie. Oby tylko wiatr nie był cały czas w twarz.

Artur: Najlepiej, żeby nie cały czas.

Marcin: Organizacyjnie jesteśmy prawie domknięci. Powiedzmy, że w 99 procentach.

 

Organizatorzy, którzy sami jeżdżą

Piotr: Mówimy o was jako o organizatorach, ale wy też aktywnie jeździcie. Startujecie w imprezach, obserwujecie scenę od środka?

Marcin: Staram się raz, dwa razy w roku pojechać jakiś ultramaraton. W tym roku jeszcze nie zdecydowałem, który wybiorę, ale jeżdżę. Lubię długie dystanse. Rafał: Podpatrywać jeździ 🙂

Marcin: Podpatrywać też ale przede wszystkim to jest trochę nałóg. Jak człowiek raz spróbuje ultra, to chce wrócić. Przez pierwsze 100 kilometrów się cieszy, przez kolejne 300 narzeka, po co mu to było, ale potem i tak chce znowu. To jest jak nałóg.

 

Największa wtopa? Rozładowane Di2

Piotr: Artur, patrząc na twoją Stravę, tych imprez trochę było. Masz jakąś szczególną historię z trasy?

Artur: Najbardziej spektakularna wtopa przytrafiła mi się na GLG (Great Lakes Gravel). To był mój pierwszy sezon wyścigowy na rowerze z Di2. Powszechnie mówi się, że bateria w tych przerzutkach wystarcza na około 1000 kilometrów, więc… zapomniałem, że jednak trzeba ją ładować.

Najpierw padła mi przednia przerzutka, a po kolejnych kilometrach tylna. Resztę trasy - prawie całą noc, ranek i deszcz - jechałem na takim przełożeniu, że modliłem się, żeby trasa była tylko pod górę. Pod górę jeszcze jakoś szło. Po płaskim albo z góry była masakra z powodu kadencji.

Dzisiaj mam już moduł Bluetooth i widzę poziom baterii na liczniku, więc jestem zabezpieczony. Ultrasowe zwidy miałem. Średnio w danym momencie ale potem fajnie się wspomina.

Rafał: Czyli polecamy przeżycia, ale nie polecamy nieładowania przerzutek.

 

Gravelowe Bezdroża - nowa impreza Velostrefy

Piotr: Przejdźmy do wisienki, czyli imprezy, którą niedawno ogłosiliście. 12 września - Gravelowe Bezdroża. Co możemy o niej powiedzieć?

Marcin: Impreza odbędzie się 12 września. Start będzie na Żeraniu, spod Elektrociepłowni Żerań. Przygotowujemy trzy dystanse: 80, 150 i 200 kilometrów.

To ma być impreza dla każdego. Dla osób, które chcą pierwszy raz spróbować dłuższego dystansu, jest 80 kilometrów. Dla tych, którzy mają już trochę więcej przejechane, będą dystanse 150 i 200 kilometrów.

Traktujemy tę pierwszą edycję trochę jako prolog do kolejnych lat. Nie chcę jeszcze zdradzać wszystkiego, ale po pierwszej edycji opowiemy więcej o tym, jak widzimy Gravelowe Bezdroża w przyszłości.

Piotr: Czyli najpierw pierwsza edycja, zbieranie doświadczeń i dopiero potem odkrywacie kolejne karty?

Marcin: Dokładnie.

 

W stronę Białołęki, Serocka i Nowego Dworu

Piotr: W którym kierunku pojedzie pierwsza edycja?

Marcin: Mała pętla pojedzie w stronę Białołęki i Nieporętu. Dystanse 150 i 200 kilometrów pójdą w kierunku Serocka i Nowego Dworu. Będzie też obowiązkowo tama w Dębem.

Piotr: Czyli grupa docelowa to właściwie wszyscy pedałujący?

Marcin: Tak. Wszyscy pedałujący. Ale nie tylko na klasycznych rowerach, bo dystans 150 kilometrów będzie też dostępny dla e-bike’ów. Jeżeli ktoś chce spróbować takiego dystansu na elektryku, zapraszamy.

 

Organizacja od kuchni

Piotr: Z perspektywy uczestnika często widzi się tylko gotową imprezę: start, trasę, bufet, metę, medal. A jak to wygląda od kuchni? To ciężki kawałek chleba?

Marcin: Kosztuje nas to dużo czasu. Najpierw jest wymyślenie trasy: godziny przed mapami, Google Maps, mapami rowerowymi, zdjęciami satelitarnymi. Szukanie przecinek w lesie, sprawdzanie, którędy da się pojechać, gdzie zrobić start i metę.
Potem dochodzi cała organizacja: grafika, medale, naklejki, identyfikacja wizualna, wszystkie rzeczy, które mają sprawić, że impreza wygląda dobrze i jest dopracowana.

Rafał: Najprzyjemniejsze jest chyba objeżdżanie tras. Kontakt z uczestnikami na miejscu też jest super. Najmniej przyjemne bywa siedzenie przed komputerem i klepanie wszystkiego.

Marcin: A ja akurat lubię siedzieć przed komputerem i szukać tras. Znaleźć jakąś przecinkę, potem pojechać i sprawdzić, czy to rzeczywiście działa - to też jest fajne.

Piotr: Czyli podział ról już zaczyna się sam rysować :)

 

Planowanie z dużym wyprzedzeniem

Marcin: Przy organizacji maratonu jest jeszcze jedna rzecz. BBC zaczyna się za chwilę, a my już w głowie myślimy o kolejnej edycji. To nie jest tak, że impreza się kończy, a my dopiero za pół roku siadamy i zastanawiamy się, co dalej.
My już teraz myślimy o roku 2027.

Piotr: Czyli planujecie imprezy lepiej niż ja swoje życie. Ja nie wiem co będę robić za rok.

Marcin: Mogę już powiedzieć, że na BBC szykuje się trochę zmian w 2027 oku.

Rafał: Możesz sobie zaplanować w kalendarzu.

Artur: Do tegorocznej trasy 300km się za bardzo nie przyzwyczajaj.

 

Sponsorzy, partnerzy i niezależność

Piotr: Jak wygląda organizacja pod kątem sponsorów i partnerów? Firmy same się zgłaszają, czy trzeba mocno zabiegać?

Marcin: My nie szukamy sponsorów na siłę i nie zabiegamy o nich. Jeżeli ktoś do nas napisze i chce działać razem z nami jako partner, jesteśmy otwarci. Ale nie chcemy tracić czasu na wysyłanie setek maili i odbijanie się od ściany.
Wolimy ten czas poświęcić na lepszą organizację imprezy, dopracowanie trasy i całego wydarzenia.

Rafał: Trochę jak w maratonie - zasada samowystarczalności.

Piotr: Ale to daje wam też dużą niezależność.

Artur: I ta niezależność jest bardzo cenna. Można robić rzeczy po swojemu, tak jak się je wymyśliło. Nie trzeba się do nikogo dopasowywać.

Piotr: Czyli jesteście jak Metallica przed czarnym albumem.

 

Uczestnicy, emocje i reklamacje

Piotr: Organizacja wyścigu to też bezpośrednia praca z ludźmi. Zakładam, że większość uczestników przyjeżdża na metę zadowolona, ale zdarzają się też trudniejsze historie.

Marcin: Oczywiście, że zdarza się krytyka. Był kiedyś przypadek zawodnika, któremu prawdopodobnie rozładowała się nawigacja. Uznał, że wie lepiej, którędy prowadzi trasa, i pojechał po swojemu. Na mecie miał żal, że przejechał 700 kilometrów i należy mu się medal, mimo że nie przejechał wyznaczonej trasy.

W trakcie wyścigu próbowaliśmy się do niego dodzwonić, ale nie odbierał.

Rafał: Pewnie był zajęty wyścigiem i szukaniem trasy.

Piotr: A zdarzają się mocno roszczeniowe postawy?

Marcin: Czasem emocje na mecie są duże. Ktoś jest zmęczony, coś mu nie poszło, coś go zdenerwowało. Staramy się nie kłócić, tylko rozmawiać i szukać kompromisu.

Artur: Sami jeździmy, więc wiemy, w jakim stanie człowiek potrafi być na mecie. Czasem trzeba poczekać, aż emocje opadną.

Rafał: Na reklamację jest 14 dni :)

Piotr: Można wtedy na mecie przytulić, pogłaskać.

Artur: Czasami po 500 kilometrach ciężko jest przytulić drugiego człowieka bez lekkiej odrazy.

Piotr: Dobrze, że ktoś podziela moje zdanie. Ostatnio ktoś śmiał się ze mnie, że na jednej imprezie pani chciała zawiesić mi medal na szyi, a ja powiedziałem, że wezmę go do ręki. Po prostu było mi jej szkoda. Sam czułem, że po takim dystansie to może nie być dla niej najbardziej komfortowe doświadczenie.

Marcin: Mieliśmy też kiedyś sytuację, że po pięciodniowym maratonie wracaliśmy pociągiem w tych samych butach i ubraniach. No nie było to najbardziej komfortowe dla współpasażerów, ale nie było wyjścia.

Rafał: I potem właśnie krążą opinie o rowerzystach w pociągach.

 

Czy scena gravelowa robi się ciasna?

Piotr: Często mówi się, że liczba imprez gravelowych rośnie i robi się ciasno w kalendarzu. Jak wy to widzicie jako organizatorzy?

Rafał: Przede wszystkim fajnie, że jest wybór. Możesz jednego roku pojechać jedną imprezę, drugiego roku inną, porównać i wyciągnąć wnioski. Fajne jest też to, że zmieniają się lokalizacje. Nie klepiesz cały czas tych samych tras, tylko poznajesz nowe miejsca.

Marcin: Trzeba robić swoje i nie patrzeć za bardzo na innych. Oczywiście jest dużo tych imprez. Konkurencja jest wszędzie, w każdej dziedzinie życia. Konkurencja też może motywować. Ważne, żeby działać, robić swoje i starać się, żeby twoja impreza była rozpoznawalna, wyjątkowa i dobrze przygotowana.

 

Przyszłość: jednodniówki czy ultra?

Piotr: W którą stronę pójdzie polska scena gravelowa? Będzie więcej krótkich jednodniówek, czy nadal będzie miejsce na długie ultra?

Rafał: Ludzie mają coraz mniej czasu. Łatwiej wyrwać się w sobotę rano, przyjechać na imprezę, przejechać dystans i wrócić do domu. Długie imprezy wymagają więcej czasu, logistyki i pieniędzy - noclegi, dojazdy, organizacja całego wyjazdu.

Artur: Krótsze imprezy, takie jednodniowe dwusetki, są chyba bardziej dla osób nastawionych sportowo i wyścigowo. Ultra to trochę inna historia. Większa część ludzi traktuje je przygodowo, choć oczywiście jest grupa zawodników walczących o wynik.
Dobrze, że jest wybór. Ja też sobie nie wyobrażam, żeby tydzień w tydzień tłuc 500 kilometrów. Oczywiście są ludzie, którzy potrafią tak jeździć i przed nagraniem wspominaliśmy o kilku takich nazwiskach, ale to jednak nieliczne jednostki.
Można pojechać dwa, trzy ultramaratony po 500–600 kilometrów w roku, a między nimi uzupełniać zapotrzebowanie na endorfiny krótszymi dystansami.

Piotr. Jeżeli chodzi o te jednostki to pozdrawiamy - Marta Gryczko.

Artur: Fajne jest też to, że imprezy odbywają się w różnych miejscach w Polsce. Można pojechać gdzieś, gdzie wcześniej się nie było, wybrać lokalizację z dobrym dojazdem albo zrobić z tego rodzinny weekend.

Da się nawet ulokować rodzinę w SPA, a samemu pojechać - się trochę potłuc po trasie. I to jest właśnie fajne.

Marcin: Ultra wciąga, bo ma zupełnie inny klimat. Jak jedziesz 500 czy 600 kilometrów, mijasz tych samych ludzi, rozmawiasz z nimi, czasem śpicie pod tym samym drzewem albo na tym samym przystanku.
Na ultra najlepszy nocleg to przystanek zabudowany z trzech stron. To już jest trzygwiazdkowy hotel. A jak jest zabudowany z trzech stron, to w ogóle luksus.
Mi się zdarzyło spać na ławce w Puławach. To jest właśnie ten klimat. Na Ultra robisz rzeczy, których normalnie by nie zrobił. I właśnie w tym jest przygoda.

Dlaczego wpisowe tyle kosztuje?

Piotr: Częsty temat wśród uczestników to ceny wpisowego. Co najbardziej wpływa na koszt organizacji imprezy?

Marcin: To nie jest jeden element. Ktoś czasem liczy: medal kosztuje tyle, numer startowy tyle, więc wpisowe powinno kosztować tyle. Ale to tak nie działa.
Jest czas poświęcony na organizację, grafik, podatki, księgowość, objazdy trasy, programy do planowania, przygotowanie całego wydarzenia. To suma wielu małych kosztów, które razem składają się na cenę pakietu.

Piotr: Czyli nie ma jednego klocka, który można wyjąć i nagle wpisowe kosztowałoby połowę mniej. To jest po prostu suma małych rzeczy, tak?

Marcin: Dokładnie. To suma wielu małych rzeczy.

 

Najczęstsze błędy na trasie

Piotr: Jakie błędy najczęściej popełniają uczestnicy, szczególnie na dłuższych trasach?

Marcin: Złe odżywianie.

Rafał: Albo jego brak, w ogóle.

Marcin: Trzeba jeść regularnie. Ja podczas jazdy mam zasadę, że co jakiś czas staram się coś zjeść - żel, mus, cokolwiek - żeby nie stracić energii.

Mieliśmy kiedyś przypadek zawodnika, który pierwszy raz jechał ultra i bardzo chciał przyjechać jak najszybciej. Kilkanaście kilometrów przed metą kompletnie rozładowały mu się baterie, dosłownie. Trafił do szpitala, ale później wrócił, odebrał rower, odpoczął, zjadł i dokończył maraton. Nauczył się, że trzeba słuchać organizmu. Jak ciało jest zmęczone, trzeba odpocząć. Jak jest głodne, trzeba jeść. Mi osobiście zdarzyło się zasnąć na rowerze. Szczęśliwie była to długa prosta. Potem nocleg na ławce w Puławach, o czym wspominałem wcześniej.

Rafał: Ja ostatnio jechałem maraton z kolegą, który miał prosty system: co 10 kilometrów krówka. Dziesięć krówek, co dycha krówka i jedziemy dalej.

Artur: Fajny sposób na odliczanie czasu

Piotr: To jest świetny sposób na mikrocele. Jeszcze kilometr i będzie krówka.

 

Rada dla debiutujących

Piotr: Jaka jedna złota rada dla osób, które debiutują w imprezie gravelowej albo ultra? O odżywianiu już mówiliśmy. Co jeszcze?

Artur: Sprawdzony sprzęt. Rower musi być sprawdzony. I bateria w Di2 naładowana.

Rafał: A może być też rower bez baterii. Naprawdę.

Marcin: Jeżeli ktoś jeździ na mleku, niech i tak weźmie dętkę. Mleko nie zawsze wszystko załata.

Rafał: Chociaż pamiętam chłopaków, którzy na BBC wypożyczyli w Gdańsku dwa zwykłe Tribany z Decathlonu, przejechali długi dystans, oddali rowery i byli zadowoleni.

Piotr: Był gdzieś w Polsce przypadek, że komuś zepsuł się rower podczas ultra i… kupił drugi na OLX-ie w trakcie wyścigu.

Artur: Tak, chyba na pierwszym Ultra Lajkoniku. U Marcina Grudzińskiego była taka historia, że zawodnikowi zepsuł się rower. Znalazł drugi na OLX-ie, kupił go na trasie, swój stary zostawił u sprzedającego, dojechał nowym rowerem do mety, a później wrócił po ten pierwszy. Finalnie wrócił do domu z dwoma rowerami.

 

Rower marzeń? Wigry 3 i cisza

Piotr: Gdyby budżet nie miał znaczenia, jaki rower byście kupili?

Marcin: Ostatnio szukałem roweru, ale to było Wigry 3. Naprawdę. Chciałbym mieć taki w domu z sentymentu.

Rafał: Mi marzy się stara kolarzówka i impreza w Polonika na Podlasiu (https://polonika.cc/). Nie musi być drogi rower. A jeśli chodzi o współczesny rower, to chciałbym po prostu taki, który nie trzeszczy i nie pyka. Żeby był cichy.

Artur: Czyli taki, który przed chwilą odebrałeś od mechanika po takim sutym serwisie.

Piotr: A ty, Artur?

Artur: Nie mam teraz roweru marzeń. To jest trochę przerażające. Przez wiele lat miałem gorączkowe wyszukiwanie: co następne, co następne. A teraz mam chyba taki moment, że rowery, które mam, zaspokajają moje potrzeby.
Gdybym mieszkał w Beskidach i mógł po pracy jeździć po górach, to może chciałbym elektryczne enduro. Ale to jeszcze chwila.

 

Czego życzyć organizatorom?

Piotr: Zbliżamy się do mety. Jako uczestnik waszych imprez wiem, że organizacyjnie sobie poradzicie. Czego mogę wam życzyć?

Marcin: Czasu na rower. Żeby żona pozwoliła, dzieci pozwoliły i żeby był czas wyjść pokręcić.

Artur: I żeby sezon się nie kończył.

Rafał: Dokładnie.

Piotr: I żeby wiosna w końcu przyszła (nagrywane przed majówką 2026) Rafał: Podobno w majówkę na być pięknie. Na BBC tradycyjnie będzie chłodniej.

Artur: Na BBC to tradycja, że potrafi być zimno. W 2024 roku pierwszej nocy temperatura spadła do minus trzech stopni. Do domu wróciłem z wielką skorupą na ustach.

Marcin: Była też zawodniczka, która na starcie zostawiła zimowe rękawiczki, bo uznała, że nie będą potrzebne. Potem miała motywację, żeby szybko wrócić i je odebrać.

 

Gravelowe Bezdroża już 12 września


Na koniec pozostaje zaprosić na Gravelowe Bezdroża - nową imprezę Velostrefy, która odbędzie się 12 września. Start zaplanowano na warszawskim Żeraniu, spod Elektrociepłowni Żerań, a uczestnicy będą mieli do wyboru trzy dystanse: 80, 150 i 200 kilometrów.
Będzie miejsce dla debiutantów, dla bardziej doświadczonych gravelowców, a także dla osób jadących na e-bike’ach na dystansie 150 kilometrów.
Marcinowi, Rafałowi i Arturowi dziękujemy za rozmowę, a Michała - którego zabrakło w studiu - serdecznie pozdrawiamy.


Do zobaczenia na trasie.