
Dotychczas, w mojej karierze ultrasa i podróżnika, kupowałem jedynie te największe sakwy podsiodłowe, w których możemy zmieścić cały dobytek. O ile są one praktyczne podczas dłuższych wypraw, o tyle w jeździe w koło komina już niekoniecznie. Wtedy właśnie może pokazać swoje zalety taka torebka jak Ortlieb Saddle-Bag, którą otrzymałem do testu dzięki uprzejmości firmy Bikeman.
Maciej Paterak

Już przy pierwszym kontakcie i montażu sakwa mnie zaciekawiła i urzekła jednocześnie. Wszystkie dotychczasowe stosowane przeze mnie tego typu torby zawsze mocowane były do siodełka za pomocą pasków i klamr, które nigdy nie były w stanie utrzymać je w bezruchu. Tutaj mamy prosty uchwyt przykręcany do sidełka za pomocą dwóch śrub i łatwy w obsłudze zatrzask. Klik i już założona. Dodatkowo mamy pasek na rzep mocowany do sztycy dla zabezpieczenia przed ewentualnym wysunięciem, gdyby zatrzask okazał się zbyt lichy przy cięższym ładunku. Jednak jak ktoś ma nietypowe siodełko i z jakiegoś powodu nie dałoby się tego uchwytu zamocować, w opcji jest mocowanie na paskach.

Jak dla mnie jest to bardzo wygodne i trzyma sztywno sakwę w miejscu. Nic się nie kiwa i nie przeszkadza nawet kiedy musimy stanąć na pedały podczas trudnej wspinaczki. A kiedy wrócimy do domu i np zechcemy umyć rower, wystarczy zluzować pasek z przodu, nacisnąć przycisk i już możemy ściągnąć Ortlieb. Nie trzeba się męczyć z rozpinaniem i przeciąganiem pasków przez ciasne szpary pod siodełkiem. I odwrotnie - wsuwamy sakwę na klik i tylko z przodu zapinamy pasek. Proste i wygodne!

Co możemy w niej zmieścić? Torba ma pojemność 4 litry, czyli stosunkowo niewiele. Ale zmieściłem w niej bez problemu zestaw niezbędnych narzędzi, nogawki, rękawki, ciepłą bluzę i pelerynę przeciwdeszczową. Czyli tyle ile trzeba podczas całodniowej wycieczki. Co lepsze, jeszcze spokojnie docisnąłbym np ciepłe spodnie czy kolejną bluzę. Do jednodniowych wypadów, dojazdów do pracy itp., produkt idealny i w przeciwieństwie do większych braci nic w środku nie goni i nie wozimy powietrza. Powiem więcej - jej pojemność jest wystarczająca nawet do szybkich szosowych ultra maratonów na 500 czy nawet 1000 km, gdzie zabieramy minimalną ilość bagażu, walcząc o jak najlepszy wynik.

Tutaj jeszcze dodam, że jak każdy dobrej jakości tego typu produkt, sakwa jest wodoodporna, co sprawdziłem podczas wielogodzinnej jazdy w deszczu. Kiedy ją zakończyłem, ponownie mogłem się przekonać o praktyczności jej mocowania - klik i już ściągam i myję sakiewkę, przy okazji lejąc po niej więcej niż może ona doświadczyć podczas mocnej ulewy. Wynik? Zawartość wewnątrz całkowicie sucha! Ani deszcz, ani moje "znęcanie się" nad nią, nie doprowadziły do przemoknięcia.

Wspomnę o jeszcze jednej zalecie tejże sakwy - jej mechanizm mocowania jest kompatybilny z innymi torebkami Ortlieb. Nie zawsze potrzebuję zabierać ze sobą coś więcej niż zestaw narzędzi. Choć można ją zwinąć do niewielkich rozmiarów i to normalnie wystarcza, to dokupiłem drugą mniejszą o pojemności 0,8L, w której trzymam mój "serwis", a kiedy chcę zabrać mojego Ortlieb 4-litrowego, wrzucam tę mniejszą do większej i dokładam np ciepłe ciuchy.

Czy to produkt bez wad? Zawsze można się do czegoś przyczepić i nie inaczej jest tutaj. Rzep mocujący do sztycy jest wszyty na stałe w taki sposób, że trochę trudno się wciska pasek w przelotkę. Nie jest to wielki problem, ale bywa to upierdliwe. Druga rzecz to brak jakiegoś odpowietrznika, co powoduję, że przy zamykaniu sakwa się pompuje. I znowu dodam - przy tej wielkości nie jest to wielki problem. Szybko nauczyłem się odpowiedniej techniki jej zamykania.

Podsumowując - wszystkie duże sakwy maja teraz wolne, jeśli nie wybieram się na dłuższą wyprawę. Ortlieb Saddle-Bag całkowicie wystarcza do codziennej jazdy i do tego jest bardzo praktyczny. Jeśli nie potrzebujemy wozić ze sobą całej garderoby, Ortlieb Saddle-Bag sprawdzi się idealnie w codziennym użytkowaniu.











Amerykanie już wiedzą, że Krzykiem można zabić - wystarczy obejrzeć serię para-horrorów - "Krzyk", która zakończyła się na części czwartej. Tymczasem swoje pisiont groszy dokłada polski producent Mactronic - w jego reżyserii powstał nietuzinkowy mini serial - "Scream" 3.1 oraz 3.2. Czy Polacy potrafią przebić się do filmowego mainstreamu?